![]() |
| źródło: sxc.hu |
Dzisiaj pierwszy dzień w szkole. Widzę to, bo w telewizjach i internetach od razu pojawiają się reklamy, teksty, memy i inne wytwory zbiorowej kreatywności nad tym, jak to źle, jak smutno, jak niedobrze. Jak to żal dzieci, że znowu muszą się uczyć, że chodzić do szkoły, że koniec zabawy. Irytuje mnie porównywanie początku roku do corocznej apokalipsy. Jak w takiej atmosferze budować pozytywny stosunek do nauki i kształcenia?
Nie chodzi mi tu o wysławianie systemu edukacji w Polsce, bo ten (zresztą jak wszędzie) kuleje. Wydaje się, że oparty na pruskim "skoszarowaniu" system ma na celu tworzenie słabo-przeciętnych, nieprzygotowanych do życia i rynku pracy wiecznych Piotrusiów Panów. Może to nie do końca prawda, ale czasem trudno nie odnieść takiego wrażenia. To powinno się piętnować, dyskutować na ten temat, zmieniać, pełna zgoda.
Ale nie rozumiem, nie chcę zrozumieć i nie zgadzam się na zrozumienie zjawiska deprecjonowania edukacji samej w sobie, kształcenia, zdobywania wiedzy. A do tego zaczyna się posuwać krytyka systemu edukacji. Jak w zalewie wszechobecnego "Zaczyna się 9 miesięcy katorgi małych dzieci" albo "Nie zabierajmy dzieciom dzieciństwa, na naukę przyjdzie czas" zachęcać dzieci i nastolatków do tego, że warto się kształcić? Że warto czytać książki, poznawać prawa fizyki, znać główne prądy filozoficzne? Żeby czasem przełączyły telewizory z MTV, Cartoon Network czy Disney Channel na TVP Historia, Discovery czy National Geographic.
Rozumiem biadolenie dzieci. Nie rozumiem biadolenia dorosłych. Komu jak komu, ale to właśnie im powinno zależeć na tym, żeby młodsze pokolenia, ich dzieci, były ciekawe świata i żądne wiedzy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz