![]() |
| źtódło: sxc.hu |
I chociaż chcę się zbierać do pisania, to ręka wisi nad klawiaturą. Bo napisać kilka nieskładnych i niezrozumiałych zdań jest łatwo. Podążać za myślami bez próby ich uporządkowania - rzecz banalna. Wtem nachodzi mnie pytanie: ja chcę pisać dla ludzi czy chcę pisać od siebie? Bo jeżeli dla ludzi, to, jako gości, potencjalnych dyskutantów, powinienem z szacunku pisać tak, by zrozumieli mój tok rozumowania. Muszę sprawdzić trzy razy ortografię , interpunkcję, styl i logikę wywodu(bo jeszcze się jakiś błąd trafi i treść szlag trafi). Puścić wodze fantazji i składni językowej będę mógł w taki sposób, by goście nie poczuli się nieswojo i niekomfortowo. No chyba, że jednak piszę od siebie. Wtedy zaszaleję z językiem i stylem, ale to będzie się nadawać tylko do szuflady. A przecież nie piszę do szuflady.
To może należałoby poprosić jakiegoś znajomego edytor-korektora o to, by sprawdził, czy tekst jest w ogóle dla ludzi? No tak, ale czy wtedy nie przestanę być pisarzem (Bożesztymój, cóż za wielkie słowa!), a zostanę dziennikarzem? A skoro dziennikarzem, to czy tekst nie powinien być obiektywny? I poparty zewnętrznymi danymi, jakimiś obiektywnymi prawdami, a nie subiektywnymi odczuciami? I strukturę. Musi być przejrzysta struktura. I tekst nie może być za długi, bo będzie nie do zniesienia, ani za krótki, bo będzie niedokończony. Bo to słowo pisane, a nie mówione, myśl zaklęta w pismo.
A tak w ogóle chyba wolę słowo mówione. Słowo pokazywane gestami, mimiką, interakcją. Żywe słowo, kształtowane już teraz, nie upchane w ramy gramatyki i ortografii. Modelowane, aby trafiło do konkretnego audytorium. Giętkie, wolne i uwolnione z konwenansów. Tego chcę! Ale jak? Jak w przypadku, kiedy cywilizacja jest oparta na słowie pisanym, na literach i przecinkach, a nie na głoskach i akcentach?
Dobra, rzucam to pisanie, bo za dużo z tym ambarasu. W końcu nie napisałem niczego. O niczym.

Saancho... Mnie się mózg zwija w harmonijkę, jak to czytam, a klawiatura sama się w kieszenie przestawia na tryb maszynistki. Po pierwsze - czyżbyś mniemał, że dziennikarze poddawani są lepszej korekcie niż pisarze? Z moich obserwacji wynika coś odwrotnego. Po drugie - żywe słowo mówione bez gramatyki byłoby baaardzo niedoskonałym narzędziem komunikacyjnym. A na czym cywilizacja jest oparta... hmm... tu możesz mieć rację, chociaż być może wracamy do ery oralności, a obrazkowość naszej kultury też jest trudna do zignorowania.
OdpowiedzUsuńP.S. czy mogłabym zamówić wpis o tym, że captcha robią się coraz bardziej nieczytelne ;)
Agggg... a jak myślisz, kogo miałem na myśli podczas pisania o edytorze-korektorze? ;-)
UsuńAd.1 Chcę, szczerze chcę wierzyć, że powinni ;-)
Ad.2 a mi się wydaje, że oralność jest dość wdzięcznym sposobem komunikacji, dzięki któremu różne rodzaje debat cieszą się popularnością.
Ad P.S. znaczy się mam zostać dziennikarzem? ;D