Ostatnio można zauważyc ożywioną dyskusję w mediach oraz social mediach (m.in. Paweł Wimmer jakiś czas temu umieścił link na ten temat na swoim profilu na Google+) na temat korzystania z praw własności intelektualnej twórców w przypadku udostępniania zbiorów przez biblioteki publiczne. Nie będę jednak pisał o prawie własności intelektualnej, choć zapewne z prawniczego punktu widzenia byłby to temat o tyle ciekawy, o ile skomplikowany(jak to prawem autorskim bywa). Skłoniło mnie to jednak do refleksji, czy nie czeka nas w najbliższej przyszłości konieczność odpłatności za korzystanie z bibliotek? I czy byłby to taki zły pomysł?
Posłużę się przykładem mojego miasta - Gliwic. W latach 2010-2012 wydatki z budżetu miasta na MPB wynosił ok. 6 mln zł (5,728,062 - 2010; 6,000,000 - 2011; 6,229,062 - 2012) przy budżecie oscylucjącym między 760 mln (2010) a 1057 mln (2012). Na MBP składają się: Biblioteka Centralna plus 20 filii rozsianych po całym mieście. Z tego trzeba zapłacić pracownikom, czynsze, rachunki
Dlaczego by więc nie wprowadzić, symbolicznych, opłat za korzystanie z karty bibliotecznej. Powiedzmy – 2zł/miesiąc. W przypadku takiego miasta jak Gliwice i założeniu, że kartę do Miejskiej Biblioteki Publicznej posiada ok. 100 tys. (odliczając m.in. tych, którzy karty nie posiadają, jak i rodziny wielodzietne, które powinny być z obowiązku opłaty od każdego członka rodziny zwolnione) dawałoby to ok. 2,5 mln zł rocznych. Wiadomo, że nie jest to kwota, która mogłaby w pełni utrzymać MBP i jego kilkanaście filii. Ale też nie miałoby to być jedyne, a nawet główne, źródło finansowania, a jedynie dodatkowe źródło dochodów, które byłoby w całości przekazywany np. na zakup nowych pozycji książkowych, odnowę istniejącego księgozbioru czy jego inwentaryzację.
Pozwolę sobie jeszcze szybko wytłumaczyć, dlaczego uważam, że opłata taka powinna być symboliczna i dlaczego rodziny wielodzietne (np. 5+) powinny być z niej częściowo zwolnione. Odpowiedź wydaje się prosta: z bibliotek nie korzystają ludzie, którzy kupują miesięcznie kilka książek do swojego księgozbioru. Nie. Wróć! Inaczej. Z bibliotek korzystają ludzie o różnym statusie społecznym i materialnym. Ale Ci o niskim statusie korzystają z niej częściej, albo jest to jedyna forma, w której mogą się zapoznać z klasyką literatury światowej, najnowszymi trendami w literaturze. I dlatego ta opłata nie powinna być na tyle niska, aby nie wykluczyć tej części społeczeństwa.
Oczywiście można założyć, że to państwo/region/miasto (niepotrzebne skreślić) ma dbać o biblioteki, bo m.in. dlatego płacimy podatki. Pamiętać jednak trzeba, że władza ma też inne role do spełnienia, te, które spełnia, są często sprzeczne albo niewystarczające z tym, czego oczekują obywatele, a poza tym ludzie bardziej cenią rzeczy, których nie otrzymują za darmo. Nie zawsze można i należy czekać na mannę z nieba (od władzy), a trzeba wziąć sprawy we własne ręce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz